poniedziałek, 29 lutego 2016

Overlord - Recenzja Anime




Odległa przyszłość gry mmo w wirtualnej rzeczywistości to już standard, jedna z nich Ygdrasill ma zostać właśnie zamknięta. Momonga, bohater anime postanawia zostać w grze do samego końca, żegna się z przyjaciółmi, wspomina dawne czasy, dla zabawy zmienia ustawienia gildyjnych npc-tów i narzeka na czekające go jutro obowiązki w pracy. Usadawia się wygodnie na swoim tronie i wyczekuje końca, jednak gdy wybija godzina zero gra staje się rzeczywistością.

Wiem, wiem zapewne większość z was już to gdzieś słyszała, jednak gwarantuję wam, że Overlord to nie kolejny “ogrzewany kotlet”, a całkiem świeże podejście do oklepanego tematu. W obecnych czasach bardzo trudno o oryginalność, sztuka polega na tym, by wykorzystać dostępne narzędzia i pomysły w nowy ciekawy sposób, a autorom udaje się to świetnie.

Ale po kolei, w omawianym przypadku trudno będzie mówić o fabule, gdyż największą wadą tego tytułu jest bycie jedynie reklamówką nowelki i historia kończy się zanim się tak na prawdę zacznie. Nie mniej jednak przedstawiony fragment nie dłuży się, każdy odcinek wnosi coś nowego i wynika z poprzedniego. Nie udało mi się znaleźć żadnych dziur fabularnych, akcja płynie wartko i bez zgrzytów, jednak próżno tu szukać brawurowych scen walki, gdyż historia skupia się bardziej na strategii i przedstawieniu świata.



Zdecydowanie najmocniejszą stroną tego anime są postacie. Momonga to arcylcz, postać z gruntu zła, nie patyczkuje się z przeciwnikami, wrogów pokonuje szybko i krwawo. Nie jest on jednak bezmyślnym potworem i nie zabija kogo popadnie, jest spokojny i wyrachowany, ma cel i do niego dąży. Do wszystkiego podchodzi z rozmysłem, nie podejmuje pochopnych decyzji. Pierwszym jego krokiem po odkryciu, że gra nie jest już grą, było upewnienie się że jego podwładni nadal są mu lojalni, sprawdził mechanikę działania swoich umiejętności by mieć pewność, że działają jak w grze i nie zawiodą go gdy dojdzie do walki. Na końcu zajął się ukryciem swojej siedziby, by zapewnić jej bezpieczeństwo na wrogiego terytorium. W odróżnieniu od innych serii nasz bohater nie szuka drogi powrotnej do swojego domu. Postanawia zostać tu gdzie jest, wykorzystując swój spryt, ludzi i umiejętności dąży do władzy absolutnej, a my możemy mu w tym towarzyszyć. Nasz władca ciemności ma jednak jeszcze druga stronę osobowości, wewnątrz niezliczonych kości, z których składa się jego ciało siedzi młody nieco zagubiony człowiek jakim był w realnym świecie. Stara się zachować twarz przed krwiożerczymi bestiami jakimi są jego podwładni, jednak czasami popełnia błędy, co prowadzi do zabawnych sytuacji, a jego wpędza w zażenowanie. Ta jego ludzka strona, osiągająca sukcesy często tylko dzięki szczęściu pozwala nam się z nim utożsamiać mimo tego że to postać negatywna.

Momondze towarzyszy bardzo ciekawa zgraja potępieńców, każdy ma swoje zadanie, ciekawą osobowość i specyficzne dla siebie cechy charakteru.
Albedo - szefowa ochrony Nazarica, tak nazywa się siedziba głównych bohaterów, jest szaleńczo zakochana w Momondze i przy każdej nadarzającej się okazji stara się go uwieść. Podobnymi uczuciami darzy Momongę Sheltier, potężna wampirzyca. Obie toczą zażarty bój o serce naszego bohatera co prowadzi do wielu zabawnych gagów. Nasze miłe panie nie są na szczęście typowymi dla gatunku “cukiereczkami”, damami w opałach, które trzeba ciągle ratować jak to miało miejsce na przykład w sword art online. Każda z nich z radością rozszarpała by nam gardło, gdyby taka była ich zachcianka, są silne, zaradne, mają określone funkcje i obowiązki.

Omawiając postacie, grzechem było by nie wspomnieć o Clementine. Nie jest ona co prawda główną postacią, występuje tylko w kilku odcinkach, ale jest tak niesamowicie przedstawiona, że może śmiało konkurować z Momongą o tytuł najlepszej postaci tej serii. Dziewczyna w jednej chwili potrafi przejść z seksownej uwodzicielki do psychopatycznej morderczyni gotowej torturować kogo popadnie. Yuuki Aoi wykonała naprawdę kawał niesamowitej roboty podkładając głos Clementine, to właśnie dzięki niej ta postać nabiera swego wyjątkowego charakteru.

W temacie kreski i animacji Overlord wypada raczej przeciętnie. Projekty postaci są wzorowe, wyglądają ślicznie i są przemyślane. Jak zapewne zdążyliście zauważyć, ostatnimi czasy w grach czy anime zwykło się projektować zbroje kobiece, tak by odsłaniały jak najwięcej. Wygląda to seksi ale kłóci się z ochronnym przeznaczeniem pancerza. Tutaj jednak twórcy postanowili pójść w bardziej urealnionym kierunku i tak stroje jak i zbroje bohaterów zostały zaprojektowane tak, by rzeczywiście chronić ich użytkownika. Dodając do tego starannie narysowane tła wszystko nabiera fajnego średniowiecznego klimatu. Niestety wszystko niszczą paskudnie oteksturowane rendery 3d, które wręcz biją po oczach. Animacja jest dość płynna, ale wyraźnie psuję się w bardziej dynamicznych momentach, co szczególnie widać w finałowej walce. Efekty czarów też nie powalają, ot kolorowe kółeczka, chociaż zdarzają się perełki w stylu “Czarnej dziury” z odcinka czwartego.

Muzyka natomiast to całkiem osobna sprawa. Doskonale buduje napięcie i klimat, a Openingu i Endingu mógłbym słuchać w kółko. Aktorzy wypadli świetnie, Hino Satoshi w roli Momongi miał wyjątkowo trudne zadanie. Jak wiecie szkielety nie mają czegoś takiego jak mimika twarzy, więc oddanie emocji i charakteru postaci spoczywało wyłącznie na głosie. Na szczęście Pan Hino zna się na swoim fachu, zręcznie balansuje między zagubionym japońskim nastolatkiem, a potężnym Władcą Ciemności.

Podsumowując Overlordem naprawdę warto się zainteresować, choćby dlatego, że rzadko można mieć okazję obserować świat z perspektywy złego przez co ogólne doświadczenie jest bardzo odświeżające. Perypetie potępieńców Nazarica oglądało się z wielką przyjemnością, myślę że i wam się spodobają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz